Łączę się w bólu z rodzinami ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią Kaczyńską.
Jest to wielka strata dla Polski, straciliśmy nie tylko wielkich polityków, ale również najważniejszych dowódców WP. Konsekwencje tej tragedii będą wielkie, nie wyobrażam sobie polskiej sceny politycznej bez tych osób.
Pytań nie będę zadawał, bo każdy wie jak będą wyglądały. Najważniejsze, żebymśy z tej tragedii wyciągneli wnioski.
W imieniu Polaków chciałbym również podziękować całemu światu, a szczególnie Rosjanom za wyrazy współczucia i miłe gesty.
Przyzwyczailiśmy się w Polsce do bocianów. Kojarzą nam się z polską wsią, latem, wiosną, łąkami, weszły do przysłów, wielka szkoda by była gdyby miały one zniknąć z Polski (i tak już jest ich coraz mniej), dlatego dbajmy o nie. Przykładem strony, która pomoże nam zadbać o bociany kilkoma kliknięciami jest dbajobociany.pl. Tworząc tam wirtualnego boćka przyczyniamy się do zbudowania realnej platformy - miejsca na bocianie gniazdo, bo każdy 1000 wirtualnych bocianów to jedna taka platforma. Gdy stworzycie z tego linku bociana, stanie się on moim potomkiem... znaczy mojego bociana.
Nie należy również zapominać, że o bociany będziemy również dbać, gdy nie będziemy wspierać rozwoju elektrowni wiatrowych, bo po pierwsze wtedy likwidujemy bocianom łąki, a po drugie wiele ptaków ginie przelatując nad takimi farmami wiatrakowymi.
Chyba zmądrzałem, postanowiłem skończyć z zabawami blogowymi, czyli naśmiewaniem się z ludzi, którzy szukają różnych dziwnych rzeczy w google i trafiają na mojego bloga. Skończyłem z tym i usunąłem wszystkie wpisy z tym związane. Mam nadzieję, że dzięki temu wzrośnie pozycja mojego bloga w google i poprawią się statystki, użytkownicy będę spędzać więcej czasu na moim blogu. Jest to też z tym związane, że zamierzam umieszczać na blogu reklamy z programu AdSense, a tam musiałem zaakceptować to, że na moim blogu nie będzie treści pornograficznych itd., a nie wiem jak takie słowa potraktowało by google.
Od teraz zamierzam również analizować statystyki, aby dostosować mojego bloga do potrzeb użytkowników, żeby trafiali na to, co szukali. Przy okazji jeszcze wspomnę, że zrezygnowałem z gostats.pl, a zacząłem koszytać z google Analytics.
Zmieniłem styl bloga, teraz jest zielony, bardziej przyjazny dla oczu
Tagi: ekran dotykowy, kaligrafia, klawiatura, listy, pisanie, pismo drukowane, pismo odręczne, programiści, przyszłość, szybkie pisanie, Kategoria: Reszta Lannoz swym wpisem „Kaligrafia idzie do lamusa” natchnęła mnie do napisania wpisu, który przedstawi jedną z możliwych dróg rozwoju pisma odręcznego, którego jestem zwolennikiem. Uważam, że trenowanie swoje charekteru pisma, uczy nas wytrwałości, a to, co jest odręcznie napisane nabiera intymnego charekteru. Jednak jak pismo odręczne może przetrwać w dobie coraz szybszego rozwoju komputerów, komórek, laptopów itd. i wykonywania coraz większej czynności z ich pomocą?
...
Dzisiaj zacząłem usuwać mój e-mail ze wszystkich stron, żeby trudniej było znaleźć mój e-mail botom. Jest to ciąg dalszy usuwanie moich danych z internetu i zwiększenia mojej prywatności. Poprzednio usuwałem wszystko to, co wiązało mój nick z moim nazwiskiem. No ale tak jak wtedy trafiłem na idg.pl tak teraz trafiłem na jakieś finansowe.mea.pl. Na tej stronie są skopiowane wątki z ekonomicznych grup dyskusyjnych google. Dobrze by było, gdyby było to tylko skopiowane, ale nie oni dodali od siebie, to co google ukrywa dla niezalogowanych, czyli e-maile użytkowników.
No nie chciałem im robić reklamy, ale muszę, proszę sobie dla przykładu zobaczyć to, i porównać to z tym samym wątkiem tutaj.
Nie wiem na podstawie, czego udostępnili do publicznej wiadomości mój adres e-mail. Drugi problem jest w tym, że kontakt, regulamin i polityka prywatności to puste odnośniki, a whois też nic ciekawego nie daje. Jestem totalnie zdezorientowany. Może ma ktoś jakiś pomysł?
http://dns.pl/cgi-bin/en_whois.pl daje ciekawe informacje, chyba z nich skorzystam.
Sprawa załatwiona pomyślnie, okazuje się, że nie taki webmaster straszny jak go malują
Dotychczas myślałem, że jedyną zaletą kary śmierci jest to, że odciąży ona budżet, jest ona dobra dla społeczeństwa, które nie musi utrzymywać darmozjada. Co do tego, że utrzymanie więźnia dużo kosztuje nie ma wątpliwości. Ostatnio nawet zrobił się szum, bo nasi więźniowie nie mają 3 metrów kwadratowych dla siebie, więzienia są przeludnione. Problem z utrzymaniem więźniów można by rozwiązać na kilka sposobów. Więźniowie skazani za lekke przestępstwa mogą być wypuszczani i monitorowani dzięki tzw. obroży na nodze, albo można wysyłać więźniów do jakiś prac, za których wykonanie pieniądze dostawałoby więzienie.
Wracając do tematu, przeczytałem ostatnio Czy służba więzienna jest służbą totalną? i po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że kara śmierci jest także korzystniejsza dla skazanego, korzystniejsza niż spędzenie reszty życia w więzieniu. Jest tylko jeden warunek, skazany musiałby być faktycznie winny.
Wilk syty i owca cała
Najpierw zajmijmy się owcą.
W przypadku skazania kogoś niewinnego na dożywocie. Ma on jakieś kilka lat, żeby znaleźć dowody świadczące jego niewinności lub świadczące o winie kogoś innego. Po dłuższym okresie dowody te znikają z oczywistych powodów, świat nie stoi w miejscu, ludzie robią porządki, wyrzucają śmieci, przeprowadzają się, w domach i w miastach są remonty. Przydatne byłyby jakieś statystyki dotyczące tego jaki procent skazanych na dożywocie udowodnił swoją niewinność i po jakim czasie.
Teraz zajmijmy się wilkiem.
Hmm… aby wydać na kogoś karę śmierci, po raz są musiałby mieć niezbite dowody, można by to określić w ustawie, że nie mogą być to tylko zeznania świadków czy coś w tym stylu. Po dwa kara byłaby odwlekana np. 10 lat. Tutaj tym terminem strzelam, bo wszystko zależy od statystyk z pierwszego akapitu, tak żeby skazany mógł przez ten czas się wybronić.
Dostałem emaila od pomoc@agora.pl ("Gazeta.pl"), że zamykają z 25 marca blogfrog.pl i niektóre inne serwisy. Wielka szkoda. Blogfrog był fajnym serwisem agregującym treści z blogów, dzięki niemu trochę się wybiłem, dzięki polecanym znalazłem dużo ciekawych blogów. A tu myk zamkykają, nie tłumaczą się nawet z tego.
Droga Użytkowniczko! Drogi Użytkowniku!
Z przykrością informujemy, że z dniem 25 marca 2010 roku, w najbliższy czwartek, serwis Blogfrog.pl kończy swoją działalność. Od tego dnia nie będą również działały serwisy Blogsport.pl, Biznews.pl, Blogi.edziecko.pl, wiadomosci.gamecorner.pl oraz wszystkie widżety powiązane z tymi serwisami.
Dziękujemy za czas wspólnie spędzony na tych serwisach, za komentarze i uwagi.
Zapraszamy Cię na serwis Blox.pl
Kontrolowanie czasu pracowników z wykorzystaniem czytników linii papilarnych można zrobić, nie naruszając ograniczeń, o których wspomniał Olgierd Rudak tutaj. Można przecież zapisać skany odcisków palców pracowników w bazie danych, ale nie łącząc tych odcisków z konkretnym pracownikiem, byłaby to baza z czterema kolumnami: ID, hash_odcisku, liczba_przepracowanych_godzin, liczba_wymaganych_godzin.
Osoba wchodząc do musiałaby odcisnąć swój odcisk. Jeśli tego odcisku nie byłoby w bazie danych, to osoba nie zostałaby wpuszczona do środka, jeśli mogliby wchodzić tam tylko pracownicy, albo zostałaby wpuszczona, ale nic związane z tym odciskiem nie byłoby rejestrowane. Jeśli odcisk znalazłby się w bazie danych, to zostałoby zarejstrowane, że ktoś z danym odciskiem palca wszedł, czyli zaczął pracę, a przy wychodzeniu, że skończył pracę.
Kolejny punkt zależy od czasu, po jakim w firmie pracownicy byliby rozliczaniu ze swoich przepracowanych godzin. Np. jeśli pracownicy byli rozliczaniu po tygodniu, to w ósmym dniu, gdy pracownik przyszedłby do pracy i okazałoby się, że jego odcisk „miałby” za małą liczbę przepracowanych godzin, to pracownik byłby wzywany do szefostwa i z tego rozliaczany, po takim rozliczeniu, dane na temat poprzedniego okresu byłyby usuwane. Oczywiście całość trzebabyłoby dopracować, np. w przypadku urlopu, śmierci pracownika itd.
To jest przykład tego, że da się rozwiązać problem, nie ingerując zbytnio w prywatność pracowników.
Roboty internetowe zwane także robotami indeksującymi to programy zbierające i przetwarzające informacje o stronach internetowych umieszczonych w indeksach wyszukiwarek lub różnych agregatorów. Popularne strony muszą się liczyć z tym, że takie roboty pożrą dużą część transferu. Poruszył tą tematykę na swoim Piotr Waglowski: Mam się cieszyć, czy martwić?.
Zgadzam się z nim, że nie ma tu dużego wyboru, przecież nie poblokuje wszystkich robotów, można porównać jego (i nie tylko) sytuację do związku między USA a Chinami (USA chciałyby się pozbyć się Chin, ale wtedy gospodarka USA by się załamała). Wydaje się, że problem jest nie do rozwiązania, lecz… wystarczyłoby zaimplementowanie pewnego rozwiązania przez roboty i strony. Webmaster umieszcza na stronie pliczek UPDATED.php (rozszerzenie jest nieważne), który generuje treść XML o określonej strukturze, w której byłyby zawarte informacje, kiedy jaka podstrona została zakutalizowana. Oczywiście mądry webmaster nie umieszczał by tam informacji, że należy ponownie zindeksować wszystkie podstrony, bo plik ze stylem CSS został zaktualizowany. Myślę, że rozwiązanie jest godne poświęcenia uwagi.
Cytat z DI - Polskie Google już szuka w czasie rzeczywistym:
Google rozważa w przyszłości rozszerzenie funkcji wyszukiwania w czasie rzeczywistym dzięki protokołowi PubSubHubbub (PuSH). Niewykluczone, że wszyscy dostawcy treści będą mogli po prostu informować Google o nowych treściach, a wyszukiwarka natychmiast je zindeksuje. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w innym tekście na łamach DI.
Jest to najwyższy czas na podsumowanie tego roku, który był rokiem bardzo owocnym w zmiany w moim życiu lub raczej sposobie życia. W drugiej połowie 2009 roku zacząłem czytać książkę „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale'a Carnagie'o i wcielać w życie wskazówki tam umieszczone. Zmieniłem też podejście do dziewczyn, ale nie dzięki książce, po prostu przemyślałem niektóre sprawy; głównie dzięki jednemu kumplowi i tym, że moje traktowanie dziewczyn przyniosło sukesy, nie zaprzestałem kontynuowania tego, co zacząłem. A w zmiany w sferach mego życia?