Tagi: Polityka, katolicyzm, Kościół Rzymskokatolicki, księża, podatki, religia, władza kościoła, religia,
Kategoria: PERPiS
Wiem, że już jest dużo wpisów na blogach, ale ja postanowiłem trochę rozszerzyć tematykę wpisów, a to dzięki tematowi Vacariusa na forum.ateista.pl. Jeszcze trochę doczytałem na blogu "Ateo" i już mogę postawić zarzuty kościołowi.
Kościół nie wierzy w swoich wiernych. Stawiam ten zarzut dla tego, że Kościół odgórnie chce ograniczać swoich wiernych, czyżby nie wierzył, że będą przestrzegać zasad nie objętych prawem, czyżby się bał, że ludzie nie będą słuchać tego co ksiądz mówi podczas kazania, czyżby nie wierzył, że ludzie nie będą oddawać jakiegoś procentu dla Kościoła. Ograniczając odgórnie ludzi sprzeciwia się temu co Bóg dał człowiekowi, a mianowicie wolnej woli, wybierając za nich co powinni robić. Wierni chcieliby sami wybierać pomiędzy dobrem a złem, poznając co jest dobre, a co złe wybrali by raczej dobre, a dzięki temu, byliby lepiej nastawienie do władz Kościoła i nie czuliby tego, że Kościół ma za duże wpływy na decyzje podejmowane przez władzę w państwie. Trzeba wspomnieć, że granica pomiędzy dobrem a złem nie jest wcale taka wyraźna jakby się ywdawało klerowi, rozróżnienie dobra od zła zależy nie raz od punktu widzenia, a także od interpretacji, dlatego powinna zaistnieć dyskusja, a nie narzucanie woli kilku "wybrańców". Nie dziwi mnie więc to, że w Francji kraju laickim, ludzie szanują Kościół, a katolicy w Francji to prawdziwi katolicy. Dlatego tak jest, ponieważ ludzie nie lubią gdy im się coś narzuca, woleliby Kościół w roli doradcy, który tylko pomaga poprzez księży wybierać słuszne decyzje, natomiast decydowanie za swoich wiernych na dłuższą metę jest niekorzystne. Teraz ludzie jeszcze są przy Kościele, bo "co by ludzie mówili", a trzeba zaznaczyć, że tylko połowa Polaków uczęszcza do kościoła. Kościół boi się upadku i dlatego walczy jak osaczone zwierze, w Polsce spada religijność i zaufanie do kleru(tylko 9% ufa władzom Kościoła - dla porównania w Francji, kraju laickim, wynosi ono aż 30%). Kler wie, że upadek nastąpi, czyli rozdział Kościoła od Polski, więc próbuj to przeciągnąć, ale czym dłużej będzie to przeciągał to upadek będzie boleśniejszy.
Podatek dla wiernych, dlaczego się tak sprzeciwiacie katolicy oraz kler. Nie wiem po prostu dlaczego, może po prostu nie macie porównania do jakiejś sytuacji, może nie macie punktu odniesienia, a może po prostu nie dokładnie przeczytaliście. Po pierwsze ten podatek byłby dobrowolny, nawet ateista mógłby wpłacać na Kościół, chociaż wątpię czy by to robił. Trzeba też przypomnieć, że katecheci, kościoły, uczelnie katolickie są opłacane z pieniędzy państwa, a więc z podatków każdego Polaka, a nie tylko katolika. Teraz zamieszczę tekst Vacariusa z forum.ateista.pl
Załóżmy ze w jakimś państwie większość ludzi to palacze. Palacze w tym państwie zakładają swoją partie, wygrywają wybory. I budują za pieniądze z podatków w całym państwie darmowe automaty z fajkami. Przy każdym budynku stawiają taki automat. Można z niech brać papierosy za darmo! A automat jest uzupełniany fajkami za pieniądze z podatków.
Czy jako człowiek niepalący czułbyś się okradany gdybyś był obywatelem takiego państwa? A może nie, nie czułbyś się okradany. Bo powiedziałbyś sobie ze palacze mają prawo ciebie okradać bo jest demokracja a w demokracji kradnie, to znaczy rządzi większość?
Czy jako niepalący byłbyś oburzony tym faktem ze się ciebie tak palacze bezpardonowo okradają? Czy walczyłbyś z palaczami? Czy uświadamiałbyś ludzi palących ze są złodziejami jeśli nic nie robią aby państwo przestało okradać niepalących?
Czy niszczyłbyś automaty z fajkami w imię protestu nawet gdyby za to do wiezienia wsadzali? Czy jako niepalący miałbyś moralne prawo niszczyć automaty z fajkami które są opłacane z twoich podatków bez twojej zgody?
A jeśli byłbyś palaczem w takim państwie. To czy z czystym sumieniem cieszyłbyś się z tego ze niepalący muszą płacić za twoje palenie? Gdyż dzięki temu nie musisz sam ponosić całych kosztów swojego nałogu.
Czy broniłbyś zaciekle takiego stanu rzeczy, ze niepalący też muszą płacić podatki na uzupełnianie stanu fajek w automatach? Bo byłbyś po prostu samolubem który tylko myśli o sobie?
Kim dla ciebie jako dla palacza byliby ci którzy niszczą automaty z darmowymi fajkami? Czy byliby to dla ciebie źli wandale których należy surowo ukarać najlepiej chłostą publiczną. Bo ci głupcy i gówniarze niszczą automaty z fajkami. A przecież automaty z darmowymi fajkami wszystkim są tak bardzo potrzebne!
A może gdybyś był palaczem w takim państwie to byłoby ci głupio ze okradasz niepalących?
Domagałbyś się likwidacji tych darmowych automatów z fajkami. Chciałbyś być w porządku wobec niepalących. Nawet sam niszczyłbyś te automaty bo nie dawałyby one spokoju twojemu sumieniu moralnego. Nie dawałoby tobie spokoju to ze okradasz innych ludzi. Niszczyłbyś te automaty, bo wstydziłbyś się za tych palaczy, którzy taki wyzysk niepalących wymyślili.
A czy nie wstyd tobie, że za twoja wiarę muszą tez płacić niewierzący?
Tekst ten mógłby podsumować mój wpis, ale ja dodam jeszcze jedno pytanko:
A czy nie wstyd tobie, że twoi przywódcy religijni decydują za innych?
Zobacz komentarze
Tagi: programowanie, Otwarte Oprogramowanie, Open Source, Linux, Linus Torvalds, kod, GNU GPL, GNU, Free Software, FLOSS, Richard Stellman, Wolne Oprogramowanie, Informatyka,
Kategoria: Informatyka
Do napisania tego wpisu zainspirował mnie artykuł o tym, że Microsoft się otwiera. Dotąd prowadził on wojnę z Linuksem, otwartym oprogramowanie, straszył pozwaniem do sądu za naruszone(?) patenty. A teraz się obudził i zdał sobie sprawę w przeciwieństwie do Don Kichote, że to była "walka z wiatrakami".
Wydawać by się mogło, że w środowisku wolnego, otwartego oprogramowania FLOSS nie ma ludzi skłóconych, a wszyscy ludzie stoją po jednej stronie, nie bardziej mylnego. Środowisko to jest podzielone na dwa większe fronty, jeden to posługujący się licencją GNU GPL, głosem ich FSF(Free Software Fundation) oraz nieformalny przywódca, Richard Stellman, ich symbolem jest głowa antylopy. Natomiast drugi front, to ludzie bardziej liberalny, ich nieformalnym przywódcą jest Linus Torvalds, a organizacją pomocniczą jest OSI, w przeciwieństwie do pierwszego odłamu nie udało się uzyskać znaku towarowego dla Open Source, który zabraniał by innym używać tego terminu. Plotki mówią, że ci dwaj niby przywódcy się nie za bardzo lubią, ale co się dziwić mają ku temu powody. Rozgadałem się trochę na temat podziału, a zapomniałem, że ruch wolnego oprogramowanie zapoczątkował Richard Stellman w 1983 roku, ogłaszając publicznie projekt systemu GNU. Więcej o historii nie będę się rozpisywał, ponieważ kto będzie chciał sobie ją poczytać to wejdzie na Wikipedie i sprawa z głowy.
Wspomniałem w poprzednim akapicie, że coś dzieli to środowisko, wszystkiego winna jest licencja. Środowisko związane z Linuksem nie chce słyszeć o licencji, która zmusza twórców oprogramowanie, którzy mają w swoim projekcie chociaż jeden plik z licencją GNU GPL, do tego, aby ich oprogramowanie było też na licencji GNU GPL. Mówią, że to jest kolejna zaraźliwa licencja i niepotrzebnie ogranicza twórców oprogramowania, licencja powinna jak najwięcej dawać możliwości twórcom oprogramowania, aby mogła się nazywać wolną. Chcąc być alternatywą oraz odróżnić się od Wolnego Oprogramowania, nazwali swój ruch Otwartym Oprogramowaniem(org. Otwarte Źródła). Ale te dwa ruchy mają coś wspólnego, zgadzają się co do tego, że każdy może wykorzystywać, modyfikować otwarte/wolne oprogramowanie, różnice dotyczą jedynie tego, jaką może mieć licencje po zmienieniu przez użytkownika. Konflikt jest tylko widoczny na górze, wśród przywódców.
Siłą całego ruchu jest jego wielkość i to, że każdy może aktywnie uczestniczyć w tworzeniu oprogramowania, dzięki temu powstało dużo oprogramowania: Mozilla, Netscape(już praktycznie nie istnieje), G++, Linuks, GNOME, Firefox, Firebid, eMule, OpenOffice oraz typy plików: odf, gzip. Większość ludzi z tego środowiska nie chce żeby OOXHML zostało uznane przez ISO za drugi standard zapisu plików, chociaż niektórzy sympatyzują z Microsoftem np. Novell, ale wszyscy sprzeciwiają się patentom na oprogramowanie oraz uważają, że najlepsze programy mogą powstać jedynie przy dużej konkurencji oraz gdy każdy będzie miał w wgląd w ich kod, ponieważ łatwiej wtedy załatać błędy, ulepszyć. Kolejną rzeczą, która łączy dwa odłamy tego ruchu jest znak copyleft(odwrócony copyright), w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle wszystkie prawa odwrócone, chociaż ma zastosowanie generalnie w licencjach projektu GNU. Jako kompromis pomiędzy liberalnymi licencjami np. BSD, a restrykcyjnymi typu GNU GPL, powstała licencja GNU LGPL, która najbardziej mi się podoba. Ja uważam, że jeśli wykorzystuje się owoc czyjeś pracy, to pasuje, że modyfikacja zawierające tą część też powinna być wolna, ale to należy do kwestii moralności ludzi, a nie do regulowania przez licencję.
Zobacz komentarze